Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prelekcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prelekcje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

RPG - PAPIEROWE RPG - GRY FABULARNE - Konwenty - zjAva 5 - eterycznie - Autor: Arkadiusz RYGIEL

Zdjęcia: Arkadiusz RYGIEL




W ten weekend miałem okazję zahaczyć o 5 edycję zjAvy – jak zawsze byłem na konwencie tylko jeden dzień (sobota). Nie uniknęliśmy przygód związanych z dotarciem na miejsce. Najpierw był motyw z zaspaniem, później z przedłużającymi się wykładami na temat zachowań w restauracji "pod Złotymi Łukami", gdzie spotkaliśmy Krawca, kończąc na przegapieniu odpowiedniego zjazdu z autostardy, co przedłużyło nasz dojazd na miejsce o jakieś 20 min (Vinek miał wyrysowaną mapę, która szybko, przez wspomnianą stytuację, została ochrzczona nie mapą Warszawy, a bardziej mapą Śródziemia). Każdy błąd tego dnia zaczął być kwitowany głupkowatym tekstem – "pięć punktów dla Gryfindoru" - a trzeba wiedzieć, że tych punktów nazbieraliśmy niemało.


Koniec końców udało się dotrzeć na teren imprezy. Przed przekroczeniem drzwi do szkoły zdążyliśmy ją obejść w poszukiwaniu wejścia, idąc za ludźmi przed nami, ten sam błąd popełniły osoby, które o ironio podążały za nami. Następnie była akredytacja, żarty na temat zdjęć zamieszczonych w dowodach oraz zakup ochraniaczy na buty.

Kilkanaście minut później byliśmy już na prelekcji o uniwersum Dziedzictwa Imperium [Dzieciństwa lub Dziewictwa – zdania są podzielone :-D]. Kuba przedstawił przez godzinę realia gry, w międzyczasie odpowiadając wyczerpująco na zadawane pytania.








Po prelekcji zagraliśmy "Pojedynek", czyli sesję u Rafała w Dwory Końca Świata, mocno eksplorując przy tym mechanizm zaufania zaszyty w nowej mechanice. "Scenar" opowiadał o dwóch przyjaciołach, którzy mieli rozstrzygnąć "rodzinny problem" za pomocą pojedynkowych ostrzy. W historii pojawił się dekadencki i napuszony szermierz Sergio Caramora, jego milczący ochroniarz Darnock (Vinek) oraz zachowawcza regalitka Leokadia (Vera). Scenariusz zakończył się przemianą bohatera, który poprzez ślub miał zrezygnować z błazeńskiego stylu życia. Sesja wypaliła zacnie. Chociaż mam małe wyrzuty sumienia, gdyż zająłem niewspółmierną część "czasu antenowego", nieco przesuwając pozostałe postacie na drugi plan – na przyszłość obiecuję sobie, aby więcej się taka sytuacja nie powtórzyła, ponieważ jest to bardzo nie w porządku względem pozostałych współgraczy.

Po sesji pogadaliśmy trochę z Kubą na temat wydania Dworów Końca Świata. Później dyskusja zdryfowała na Legendę Pięciu Kręgów, znajdując swoje zwieńczenie w sprawach gameplayu ogólnie. Na szkolnych schodach udało nam się również uciąć randomową pogawędkę o niczym z napotkanym Whitlowem.





I to w zasadzie był koniec naszej obecności na konwencie. Można było odnieść wrażenie, że sama impreza pierwszego dnia była nieco ospała. Cieszyło natomiast, że "kon" celował w to, co najważniejsze, czyli w granie – o czym świadczyły mocno obsadzone erpegowe stanowiska na wszystkich piętrach. Do tego podczas konwentu można było pograć w ramach Orient Expressu oraz konkursu dla Graczy "Gramy!".

Pozostając jeszcze w Warszawie, odwiedziliśmy "chińczyka", który nie smakował jak "chińczyk". Dzień zwieńczyliśmy na Nałęczowskiej pierwszoedycyjnym oldskulowym Warhammerem prowadzonym przez Vinka. W warstwie fabularnej pokierowaliśmy losami impierialnego kupca Hansa Goldberga oraz jego towarzyszy Arniki (Renia) i Ottara (Marcin) podróżującymi do Norski w celach handlowych. Wolnym obserwatorem sesji była Kasia – siostra Renaty, która zdeklarowała się, iż następnym razem zamieni miejsce "widza" na fotel Gracza – kolejna osoba przeciągnięta na Ciemną Stronę Mocy! :-D Niedługo chyba zabraknie nam miejsca na zaznaczanie gritów – ale taka informacja może jedynie cieszyć :-D

piątek, 6 września 2013

RPG - PAPIEROWE RPG - GRY FABULARNE - Konwenty - Polcololo 2013 - Autor: Arkadiusz RYGIEL

Zdjęcia: Arkadiusz RYGIEL

Na wstępie muszę zaznaczyć, że zawiodę tych, którzy liczyli na hejt :-D Byłem tylko w sobotę, gdy wszystko już „działało”, więc nawet nie mogę solidaryzować się z tymi, którzy zostali przywitani niesławną kolejką [swoją drogą najbardziej znany punkt programu – bo obowiązkowy :-D], chociaż nie ukrywam, że jeśli znalazłbym się na ich miejscu, zawód byłby odpowiednim określeniem stanu ducha. Stąd wcale się nie zdziwię, że mój punkt widzenia może być lekko wyobcowany :-D

Zaczniemy od frazesu, że w znacznej mierze odbiór konwentu zależy od tego jak się na nim bawiliśmy [który raz to już piszę? :-D] – to z kolei wynika z towarzystwa i spraw organizacyjnych. Jeżeli ludzi mamy już skrzykniętych, pozostaje nam oddać swój los w ręce orgów i gżdaczy.

Gdy natomiast pojawiają się wpadki i niedociągnięcia organizacyjne zawsze można je olać i konwentować w stylu „trololo” – i tak było w naszym przypadku, w zasadzie to robimy tak prawie zawsze – ale umówmy się – nie o to w istocie chodzi i nie jest to sytuacja zdrowa.

Jeśli o mnie idzie na miejsce konwentu dotarłem przed 9.00. Poczekałem z pozostałymi ludźmi kilkanaście minut aż zostanie otwarta akredytacja – na tym etapie trzeba przywołać motyw krzyczącej dziewczyny, która „zarządzała zgromadzonymi” – nie wszystkim mogło się to podobać – ale  z drugiej strony nie można było odmówić jej skuteczności – również najprawdopodobniej trzeba działanie to wytłumaczyć czwartkowymi wydarzeniami i względami organizacyjnymi, bo z krótkiej obserwacji, takie kierowanie wydawało się w pewnym stopniu zabiegiem koniecznym.

Kilkanaście minut później byłem już formalnie wesołym uczestnikiem „iwentu”. Po wejściu na teren imprezy spotkałem Fileta, z którym uciąłem krótką pogawędkę „o tym, co do tej pory ciekawego się wydarzyło – w końcu była już sobota”. Następnie snułem się gdzieś tak do południa po obiektach konwentowych.

W międzyczasie spotkałem Oliwię, Łosia, Bodzia i Vinka, z którymi pokręciliśmy się po stoiskach wystawców. Przy okazji wymieniliśmy trochę spostrzeżeń na temat ogranych planszówek. Udało mi się zamienić także kilka słów z Rafałem i Kubą.

Chwilę po południu do głównego budynku dotarł Dave, KFC i Maciek. Z pół godziny pogadaliśmy o erpegach i rzeczach wszelakich. W tym miejscu wielkie dzięki dla Konrada za przywieziony podręcznik do tremulusa. Potem odwiedziliśmy prelekcję o Dzikich Polach i końcówkę prezentacji Apocalypse World.

Smoczart i Draka podczas swojego punktu programu wdzięcznie zatytułowanego „Dzikie Pola nie umarły – nadal żyją” opowiedzieli nieco o historii systemu wspominając o czasach, w których ten miał jeszcze nosić nazwę „Pan Zagłoba”. Ponadto można było usłyszeć nieco o twórczym wykorzystaniu źródeł historycznych na sesjach, nie obyło się także bez anegdot. Tomek przedstawił trzy koncepcje tworzenia scenariuszy do gry, dzieląc je na: liniowe, alternatywne i gotyckie; przy okazji poświęcając kilka słów crossoverom. W trakcie spotkanie przewinęły się tematy filmów, wypożyczanych do nich eksponatów muzealnych oraz rekonstrukcji historycznej.

W tym samym gronie udało nam się zagrać na Wideo RPG spaghetti western „Ci, którzy płacą ołowiem”. Bohaterami sesji byli Texas Ranger Thomas Barbera i dwóch rewolwerowców szalony Darryl Still i chciwy Jake White trafiający do przygranicznego miasteczka Sunnyhill, które stało się areną zmagań pomiędzy upartym farmerem Rayem Collinsem a okrutnym właścicielem ziemskim Gregorym Walcottem. Konflikt pomiędzy ojcem i synem o kobietę, morderstwo, odkryte złoto i powracające demony przeszłości – to wszystko zakończone pojedynkiem dwóch na jednego między protagonistami, do którego doszło na zniszczonym ranczo. Z całego „konu” najbardziej jestem zadowolony właśnie z sesji – bo ekipa, której prowadziłem była naprawdę konkret.

Dzień przypieczętowaliśmy „chińczykiem”, piwem i planszówką – w tę ostatnią już nie zagrałem, strzeliliśmy fotkę, przybiliśmy piątkę i ledwo co, ale jednak, zdążyłem na autobus.

W krótkim rozrachunku ten jeden dzień imprezy pozostaje mi uczciwie zaliczyć na wielki plus.

Japońskie domo i polskie dozo!

piątek, 1 lutego 2013

RPG - PAPIEROWE RPG - GRY FABULARNE - Konwenty - zjAva do potęgi 4 - Autor: Arkadiusz RYGIEL

Zdjęcia: Arkadiusz RYGIEL

Zdążyłem tylko wrócić z konu i zacząłem stukać w klawiaturę, bo w przeciwnym razie wrzuciłbym to do worka „na później, na nigdy”, ale wieszam tekst dzisiaj z różnych przyczyn i może powisi nieco dłużej niż sam Tuco, co był brzydki i któremu też zakładano pętlę z różnych powodów. 

Co prawda piszę tu tylko o pierwszym dniu, co staje się w opozycji do czynności z pierwszego zdania niepisaną tradycją, ponieważ drugi zawsze jakoś mi ucieka. Dzień przed eventem miałem małe party, jakie ostatnio często zresztą zdarzają mi się akurat przed konwentami. W związku z tym, jak opisał plastycznie Vinek wyglądałem jak totalny wrak, więc mogłem wpisać się w nazwę i straszyć facjatą. Nie ma to jak dobrze się wyspać i być Mistrzem Snu Dnia Danego, żeby ener(rp)gie sw(e)ą pomnażać ku zamierzonym celom.  

Co do imprezy, nie wspomnę o ludziach pozytywnie nastawionych na granie, dziesiątkach, a może i setkach grogodzin (tego dowiemy się zapewne z podsumowania) i czystej szkole (obsługa była skuteczna acz "niewidoczna", kurde, co i rusz gdzieś na korytarzu można było dostrzec czuwającego nad wszystkim MaWro, który nawet ludziom kurtki z ziemi ogarniał, co pospadały z parapetów – autentyk!). Życzę takich orgów każdej imprezie. Gżdacze też nie wyglądali jak „pracownicy” z Carrucan, wręcz przeciwnie zarażali entuzjazmem, co udzielało się większości osób.  

Na event miałem jechać z Whitlowem, a że zaspałem, to punkt zborny został zamieniony na Piasetczuset. Stamtąd dopiero ruszyliśmy autobusowym czerwonym ptakiem na konwent robiony przez Graczy dla Graczy (Pora na reklamy, a w nich suchar Whitlowa: Jak nazywa się chodzenie na konwenty…. – Nerdic Walking. Tak, wiem, wiem sam Król Karol, by się nie powstydził, sorry, ale nie mogłem się powstrzymać).

Przechodząc do programu, miałem zamiar odwiedzić prelki o L5K i HiK Nurglinga oraz Cooperatora o Mitach, jednak jak w życiu bywa na tych dwóch o Zewie w końcu nie byłem, może temat jeszcze powróci na innych imprezach, a ja jakoś na niego trafię w ramach odrabiania zaległości, tak jak było z Avangardowymi prezentacjami Linki.

Legenda to temat, który wałkowałem na wiele stron i chyba do tej pory mi się nie znudziło, drugi tytuł Honor i Krew to gra, która „odrdzewia” nasze hobby, o czym tak się przypadkiem złożyło przed samą prezentacją chwilę gadaliśmy akurat z Multidejem i Trzewikiem. Z reguły chodzę na takie prelki, żeby zobaczyć jak pewne rzeczy widzą inni, a także w jaki sposób je tłumaczą.

Nurgling był dobrze przygotowany, krótko scharakteryzował obie gry oraz pokusił się o pokazanie cech wspólnych i różnic. Sporo w części teoretycznej było generalizowania, ale domyślam się, że ogólniki wynikały bardziej z formuły. Byłem tylko na połowie, bo sama prezentacja miała trwać dwie godziny, a mi zaczynała się sesja. W drugiej części miała być również pokazana praktyka, czyli to co interesuje mnie najbardziej i o czym chętnie się słucha. No nic, to też wrzucam do teczki oznaczonej „prace domowe”. Na plus było tematyczne trzymanie się kategorii gier, dobry humor i flow prowadzącego.

Zacna inicjatywa biorąc pod uwagę, że następuje tam jakaś zmiana pokoleniowa, w związku z czym oba tytuły zyskują nowych Graczy, mimo tego, że ten pierwszy funkcjonuje w pierwszej odsłonie od czasów krótko po wyświetleniu Parku Jurajskiego, a drugi jest produktem fali – mainstreamowym roninem.

Po tym jak ewakuowałem się z P3, przyszedł czas na spotkanie z obecną na imprezie częścią nKonowej ekipy, czyli Wen, Renią, Marcinem, Davem, z Vinkiem widziałem się już wcześniej. Krótkie ustalenia przeniosły nas do stolika 11, gdzie graliśmy w Dziedzictwo Imperium w wykonaniu właśnie Vinka jako Mistrza Gry. Podczas rozgrywki przypomniały mi się klasyczne sesje, gdzieś z czasów, kiedy erpegi „smakowały inaczej”, a powietrze było lepsze i było go więcej. Sentymentalna podróż do „tradycyjnego, gawędziarskiego grania”. 

Co do samego systemu, może przyjdzie czas, gdy Kuba zrealizuje wszystkie, swoje pomysły, czego mu życzę, bo zapału mu nie brakuje i nie mówię tu o nazwisku.

Po sesji, Wen, Renia i Marcin udali się na jakiegoś LARPa, my natomiast z Davem ruszyliśmy do Gamesroomu po pstryknięciu konfoty bez Whitlowa, który przejął się nieco nazbyt zdobywaniem laurów w konkursach. Gdzieś w przerwach o czym nadmieniam niechronologicznie miałem jeszcze okazje ucięcia krótkich rozmów z Darią (tematy poniaczowe), Tobanem (tematy konwentowe) i Kubą (tematy ogólne). Ostatecznie w planszówkę nie zagraliśmy, snując się jeszcze jakiś czas po korytarzach, a następnie opuszczając mury tętniącej ludźmi, w opozycji do sennych targów, szkoły.

W czymś co mogłoby być konkluzją napiszę, że naprawdę dobrze jest spotkać twarzą w twarz tych wszystkich ludzi, którzy na co dzień kryją się pod różnymi nickami w Internetach i po prostu pogadać z nimi na wspólne tematy (tu wpisz kategorie), taka wymiana myśli to coś wartościowego. Co do tego jak było, można napisać, że trochę avangardowo, jednak głównie zjAviskowo.

poniedziałek, 30 lipca 2012

RPG - PAPIEROWE RPG - GRY FABULARNE - Konwenty - Avangarda 8 - Autor: Arkadiusz RYGIEL

W związku z tym, że Karnawał Avangardowy trwa w najlepsze, pora dorzucić swoje, przysłowiowe pięć groszy z trzech dni. Zaczęło się, jak u Hitchcocka, wielkim trzęsieniem ziemi, a później było już tylko lepiej. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie interpretować tych słów dosłownie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem dobrze na konwencie, był upadek z krzesła. Mamiło swoim statecznym wyglądem, lecz okazało się być wadliwe. Tutaj, bohater spotkał się z podłogą, czując czym jest upadek, docenił możliwość stania na własnych nogach i powrócił do poprzedniej pozycji. Krzesło poszło w diabły. Głupia sprawa. Jakby co, jestem odpowiedzialny za zniszczenie jednego z nich, będąc gotów ponieść pełne, związane z tym konsekwencje :-D Rok temu, również pojawił się motyw krzeseł ogrodowych - pułapek, no ale nikt nie mówił, że w tym roku się bez nich obejdzie. Zresztą, lepsze połamane krzesło, niż połamane na kimś :-D

Po zmianie obiektu, wyeliminowano problem tłoku na korytarzach, przez co, nie było czuć, że to konwent. Takie opinie pojawiały się również w przypadku Avy 007. Sama zmiana wyszła całej imprezie na dobre, zwłaszcza, że więcej miejsca – to większe możliwości. Trafionym pomysłem było rozpoczęcie akredytacji od 14.00, co chyba całkowicie rozładowało problem długich kolejek. Biorąc pod uwagę, że kiedy nie mówimy o grze planszowej, nie kojarzą się z niczym dobrym.  

Jako, że ludzie się nieco posypali, z grania wyszły prelki. Była to okazja, żeby zapoznać się z nowymi produkcjami w bardziej bezpośredni sposób.

W czwartek, byłem na prelekcji o Armiach Apokalipsy. Powiem szczerze, że kibicuję temu projektowi. Autorzy to pełni entuzjazmu, kontaktowi ludzie. Mówili o grze świadomie, i z dystansem, ale nie zabrakło też dobrego humoru. Myślę, że tytuł ma do zaoferowania kilka ciekawych rozwiązań, zarówno w kwestii fabularnej, jak i mechanicznej. Pod w wersji beta jest już na zewnętrznych testach. Pozostaje, więc czekać do października.

Później, odwiedziłem prezentację Skały o opisach, tutaj, również były pociski ze schematów, ale prelekcja była także pełna treści, dla wszystkich, którzy jakoś w ten temat wchodzą. Na auli, wypełniłem jeszcze ankietę o RPG i turystyce, oczywiście, wszystko dla dobra nauki :-D No i, nie dowiedzieliśmy się ostatecznie, jaka figurka została skradziona w CSI Pokój Nerda :-D

Następnie, z Davem i Pijakiem (swoją drogą, niezła ksywka, którą mógłbym obdzielić z połowę kupli) graliśmy w Dixit. Nawiązania do Truman Show i polewki z Indyków, gdzie możesz zagrać kroplą wody spływającą po dachu, towarzyszyły całej, krótkiej rozgrywce.

W piątek, pojechał ze mną Whitlow. W drodze, Informator Konwentowy świetnie sprawdził się jako narządzie do zabijania much w autobusie. Nie ma to jak „standardy” PKSu, gdzie może się zdarzyć, że ktoś zapomniał o umieszczeniu otwieranych okien przy konstrukcji pojazdu. Doszliśmy do wniosku, że przedsiębiorstwo zapewne jest na etapie ewolucji, więc za miliony lat może coś się zmieni.  

Dzień rozpocząłem od prelekcji Linki o „Niestandardowych sposobach na RPG”. Związana jest z tym nieco dłuższa historia, ponieważ rok temu, nie dałem rady być na podobnej prezentacji, no ale jak widać, cierpliwość i motyw a’la przyczajony tygrys, ukryty smok zostały nagrodzone. Punkt trwał dwie godziny, omawiając takie gry jak: Dogs in the Vineyard, Hell for Leather, Dread House, The Drifter’s Escape, In a Wicked Age, Bacchanal. Czas, który pozostał, został poświęcony na dyskusję. W jej trakcie, wspomniano także o Action Castle, Witches of N’Kai, My Life with Master, Kagematsu, czy Montsegur 1244. Fajnie, że Karina oprócz omówienia gier, zaprezentowała krótkie dema. Zawsze, daje to lepsze spojrzenie na dany tytuł. Jak dla mnie, prelka przeprowadzona wzorowo.  

Byłem także na prelekcji Darkena o „Graczach, co mają racje”. Początek był o dzieciach atakujących… tzn. podpalających kartki. Następnie, od anegdot nastąpiło płynne przechodzenie do realnych problemów z sesji. Pokazało to też, że pewne opowieści nie są tylko wesołymi historyjkami. Obrazowy przykład z „Nie mówiłeś, że wyjmujesz zawleczkę, rzucając granat!” mówi wiele sam za siebie. W ogóle, z relacji różnych ludzi na różnych prelekcjach, można było odnieść wrażenie, że Patoerpegie miejscami ma się dobrze. No, ale nie jesteśmy tu po to, by dyskutować tylko o traumach :-D

Posiedziałem jeszcze trochę na „Wprowadzeniu do świata czterdziestki”, po czym, przelogowałem się na Dzikie Pola. Prelekcja była prowadzona przez Kamila Nowaka z SMG Tempus, pozytywnego maniaka tego systemu. Spotkanie zamieniło się w panel dyskusyjny, gdzie ludzie dzielili się doświadczeniami ze swoich sesji (swoją drogą, pozdrowienia dla nich!). Ekstra sprawa!, biorąc pod uwagę, że z Dzikimi Polami na konwentach różnie bywa albo pisząc dokładniej, nie bywa.

Tego dnia, udało się upolować jeszcze kilka archiwalnych numerów MiMa, Talizmanu i Złotego Smoka oraz jednego Kruka, których żaden z nas nie miał – to dopiero była Victoria.

Na koniec, spotkaliśmy Tobana i Spółkę. Pogaworzyliśmy trochę o bitewniakach i animacach, po czym, zawinęliśmy się.

W sobotę, spóźniłem się na prelekcję o Głębi Przestrzeni. Odwiedziłem jeszcze „Zapis scenariusza” by Khaki, „Pisanie, a wydawanie gier fabularnych”, gdzie Puszon nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, czy istnieje Tajna Loża Wydawców :-D Można było też posłuchać o ciekawostkach związanych z wydaniem Wolsunga i TSoYa. Kończąc dzień na Afterbomb. Pod jest na etapie betatestów. Jeśli nic się nie zmieni, powinien ukazać się przed Gwiazdką. 

Przed wyjściem, nabyłem jeszcze dwa numery Cośa, w ramach odrabiania zaległości. W sumie, całkiem dobrze, że tak sprofilowane pismo wychodzi na papierze.

I jak tu nie napisać, że konwenty uczą, bawią i wychowują :-D

Podziękowania dla Kuby Zapały, Banana, Dave’a, Pijaka, Whitlowa, Tobana i Spółki oraz Chimery za zaproszenie do Puław, a także dla wszystkich konwentowiczów.

Dozo na innych imprezach!

Arkadiusz RYGIEL - blog autorski

Arkadiusz RYGIEL - blog autorski
https://arkadiusz-rygiel.blogspot.com

Wideo RPG - Materiały na mechanikę do grania filmowych sesji, jednostrzałów i sesji konwentowych

Nałęczokon - nKon - Kameralna inicjatywa konwentowa grupy przyjaciół - Warszawa

Konwent - Zamczysko 2010 - Czersk

Narracje - bohaterowie